Kiedy po raz pierwszy pojawił się problem w relacji z teściową?

To był dzień, w którym odebrałam swojego prawie 3 letniego synka Tomka od teściowej. Tomuś spędza generalnie dużo czasu u babci, którą uwielbia (oczywiście ze wzajemnością). Wsiadając do samochodu zapytałam, jak zwykle zresztą, o to co robili, gdzie byli i jak się bawił. Jego odpowiedź dosłownie zmroziła mi krew w żyłach, gdyż usłyszałam:

– Babcia mnie uderzyła.

Zamurowało mnie. No, dosłownie mnie zamurowało.

– Jak to babcia Cię uderzyła? Przez przypadek? Zdążyłam wydedukować w kompletnym odrętwieniu.

– Nie… Byłem niegrzeczny – powiedział zasmucony, a jego buzia ułożyła się w podkówkę.

Świat stanął w miejscu. Moją głowę zalał potok miliona pędzących myśli. Teściowa uderzyła moje dziecko. Mojego małego synka. Bo BYŁ NIEGRZECZNY?! Co to w ogóle, kurwa, znaczy niegrzeczny?! Ale zaraz, przecież ona uwielbia Tomcia, no kocha go nad życie… swoje życie by za niego oddała. Wie, co sądzimy o przemocy wobec dzieci, że nie akceptujemy klapsów, szarpania… No, ale Tomcio nie kłamie… po co miały kłamać. Nie skończył jeszcze 3 lat… jest za mały… nie mamy czasu teraz.. trzeba jechać… co robić…. wrócić do niej? … Teraz? … Aaaaa!!!!!

Czułam, że zaczynam się trząść. A teraz trzeba wsiąść do samochodu i bezpiecznie dojechać do domu. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Wdeeeeeech. Pauza. Wyyyydech. Pauza.

– Kochanie – zaczęłam najspokojniej jak tylko potrafiłam – jest mi bardzo przykro, że babcia cię uderzyła. Nie powinna tego robić. Nikt nie powinien cię bić. Porozmawiam o tym z babcią. Kocham cię bardzo.

Przytuliłam malucha, po czym wróciliśmy do domu.

Co wydarzyło się dalej?

Długo nie potrafiłam ochłonąć. Postanowiliśmy z mężem, że czas na poważną rozmowę z teściową, nie potrafiliśmy jednak zdecydować czy interweniować razem, czy mąż powinien się tym sam zająć (w końcu to jego mama), czy może sama mogłabym z nią pogadać (jak kobieta z kobietą). Poza tym jak w ogóle mamy o tym pogadać? Nigdy wcześniej nie musieliśmy z nikim takiej rozmowy przeprowadzać… mieliśmy naprawdę sporą zagwozdkę. Buzowały w nas emocje niezgody na zaistniałą sytuację, gniew, że bliska rodzina podniosła rękę na naszego malucha, strach przed koniecznością skonfrontowania się z sytuacją, lęk przed konsekwencjami tej sytuacji (jak to wpłynie na nasze dziecko, na ich relację z babcią, na naszą relację z mamą…). Pierwszym krokiem, który mieliśmy podjąć było poczekać, aż pierwsza fala intensywnych emocji przeminie.


„Umysł pozbawiony spokoju może podsunąć błędne rozwiązania” – Dalajlama


Po dłuższym namyśle postanowiliśmy podejść do tematu strategicznie. Zgodziliśmy się co do tego, że nie będziemy zamiatać takiego zachowania pod dywan oraz, że podczas rozmowy obecni będziemy oboje. Znaliśmy swoje granice – był to całkowity brak przemocy wobec jakiegokolwiek członka naszej rodziny. Ustaliliśmy, jak miałby wyglądać satysfakcjonujący nas efekt końcowy – mama ma przeprosić Tomka za to, że go uderzyła oraz podjąć szczere zobowiązanie kontroli swoich emocji w każdej kolejnej sytuacji. Jeżeli z jakiegoś powodu mama nie chciałaby przyjąć naszych warunków albo gdyby sytuacja się powtórzyła, byliśmy gotowi odebrać jej przywilej spędzania czasu z wnukiem bez naszej obecności.

Co jeszcze było ważne?

Czy byłam gotowa aby skonfrontować się z mamą po ustaleniu strategii? Nie do końca. Zależało mi bardzo na tym, aby mama zrozumiała nasze motywy, abyśmy wspólnie mogli wykorzystać tą sytuację do tego aby się czegoś nauczyć i pomimo, że czułam złość w stosunku do jej zachowania to wcale nie chciałam odbierać jej spotkań z Tomciem. Wiedziałam, że bardzo go kocha, że nie jest osobą agresywną i czułam, że Tomcio (jak na żywiołowego i buntowniczego trzylatka przystało) swoim zachowaniem mógł ją doprowadzić do skrajnej bezradności. Miałam również świadomość, że taki model wychowania (czyli klapsy) był popularny za czasów jej młodości i być może nie znała innych sposób na radzenie sobie z własną bezradnością wobec małego człowieka.

Co jeszcze pomogło?

Postanowiłam przećwiczyć tą rozmowę w swojej głowie. Robiłam to kilka razy starając się wyobrazić jak mogłaby zareagować teściowa w różnych scenariuszach, jakie emocje mogłoby to we mnie wyzwolić i generalnie co mogłoby pójść nie tak. Patrząc na to z perspektywy wiem, że nie da się przewidzieć zachowania innych ludzi… wyszło zupełnie inaczej niż to sobie planowałam. Czułam się jednak pewnie, ponieważ przetestowałam „w głowie” własne reakcje, poczułam te wszystkie emocje zanim zdążyłam wejść w kontekst samej rozmowy. Można powiedzieć, że czułam się dobrze przygotowana i myślę, że miało to wpływ na przebieg rozmowy.

Jak sobie poradziłaś?

Pomimo mojego poddenerwowania i widocznego zdenerwowania teściowej tematem rozmowy, całość potoczyła się naprawdę nieźle. Dużo lepiej niż sobie to wyobrażałam. Teściowa ze łzami w oczach przyznała, że Tomcio dostał od niej klapsa, ponieważ przez dłuższy czas testował jej cierpliwość i po prostu nie umiała sobie inaczej poradzić z własnymi emocjami. Zapewniła nas, że nigdy więcej nie podniesie na niego ręki i że jest jej bardzo wstyd za swoje zachowanie. Powiedziała też, że oczywiście przeprosi wnuka.

Odczułam ogromną ulgę. I dumę. Ulgę – że mama jest gotowa pracować nad swoim zachowaniem. Dumę – bo świadomie wniosłam do dzisiejszej rozmowy użyteczną energię i każdy komunikat starałam się budować w oparciu o intencję porozumienia.

Na koniec opowiedzieliśmy teściowej o naszych sposobach na radzenie sobie z emocjami oraz jak staramy się pomóc naszemu dziecku w wyrażaniu i rozładowaniu jego własnych.

Pamiętaj!

Są momenty kiedy emocje zalewają nasze ciało i w pierwszym odruchu możemy chcieć szybko zareagować. Taka zresztą jest też funkcja emocji – zmuszają nas do podjęcia działań. Wiemy jednak, że bardzo często za te pierwsze, emocjonalne reakcje zdarza nam się później przepraszać. Lepszym sposobem, chociaż trudniejszym, a na pewno mniej intuicyjnym, jest ich przeczekanie. Następnie, na chłodno możemy się zastanowić jak ma wyglądać efekt naszych działań i jaka jest nasza intencja, a w kolejnym kroku podjąć mądre działanie.