Geneza najpopularniejszych związkowych kłótni

Małe wojny toczą się w domach za zamkniętymi drzwiami, a bardzo duża część z nich to walki, które roboczo nazywam „od słówka do słówka”. Okazuje się, że jeżeli pewne warunki zostaną spełnione, nawet krzywo pokrojony naleśnik może okazać się wystarczająco silnym zapalnikiem mogącym wysadzić w powietrze dobrą atmosferę na cały weekend. Znasz to?

Akt pierwszy scena pierwsza

ONA wchodzi do domu po naprawdę długim i męczącym dniu i jedyne o czym marzy to walnąć się na kanapę i z nikim nie rozmawiać. W chwili kiedy przekracza próg mieszkania ON zalewa ją informacjami o swoim podłym nastroju, kiepskim samopoczuciu i rozwijającym się przeziębieniu.

– Daj mi chwilę… miałam serio ciężki dzień i padam… – nie zdążyła dokończyć ONA, bo wtem ON wchodzi jej w słowo i mówi:

– A jaki ja miałem dzień! Zabrałaś mi kołdrę więc było mi zimno w nocy, nie wyspałem się a od rana robotnicy tak się tłukli za oknem, że już nic potem nie spałem!

Podczas gdy ON wypowiada te słowa, jedyne na czym ONA potrafi się skupić jest krzyk jej własnych myśli: „I to ma być ciężki dzień?! Leży cały dzień w domu i marudzi bo nie mógł sobie uciąć drzemki?!”

Jak się pewnie domyślasz, kwas wisiał w powietrzu.


Badania pokazują, że dzięki „chłodnej”, nieemocjonalnej empatii (czyli umiejętności przyjmowania punktu widzenia innych) możemy uniknąć wielu nieporozumień w związku.


Mężczyzna na polu

for. Brodie Vissers

 

 

Przyjrzyjmy się jak ta sytuacja wygląda z pewnego dystansu:

ONA – ma silną, niezaspokojoną potrzebę odpoczynku, jedzenia i ciszy

ON – ma silną, niezaspokojoną potrzebę zrozumienia dla swojego cierpienia (wiesz, katar ;))

Co więc musi się zadziać żeby tych dwoje potrzebujących nie poszło na noże? Ktoś potrzebuje komuś okazać empatię.


Co najbardziej utrudnia przyjęcie postawy empatycznej wobec partnera? Moja obserwacja jest taka, że powodem są nasze własne niezaspokojone potrzeby.


Co można zrobić?

  1. Kierujemy uwagę do siebie i okazujemy empatię najpierw sobie. Nie ma co na siłę wznosić się na wyżyny udawanego współczucia. Twoje potrzeby są równie ważne i jeśli się nimi nie zajmiesz w pierwszej kolejności, sprawy mogą przybrać fatalny obrót. Zauważ jak się czujesz, co czujesz w ciele i czego potrzebujesz. Daj sobie tyle czasu ile potrzebujesz, aby móc wysłuchać drugiej strony.
  2. Wysłuchaj drugą stronę starając się przyjąć wspierające nastawienie (co nie znaczy, że musisz się ze wszystkim zgadzać!)
  3. Wyraź swoją potrzebę.

Akt pierwszy scena druga

ONA zauważając swoje złowrogie myśli oddala się bez słowa i zamyka w łazience. Bierze kilka głębokich oddechów i skupia uwagę na swoim ciele. Co czuje? Napięcie, ścisk w gardle i żołądku. Zmęczenie. Głód. Irytację. Dalej głęboko oddycha. Czego potrzebuje? Jedzenia. I ciszy. I zrozumienia. Po kilku minutach wraca „do siebie” i zastanawia się jak ON się może czuć i czego potrzebuje. Było mu zimno w nocy i jest przeziębiony. Ok, wychodzi.

– Spałeś dziś pod moją kołdrą a ona jest cienka i było Ci zimno? – pyta ONA

– Tak!

– Ok. To chodź, poszukamy razem innej kołdry.

– Za chwilę – mówi on. Najpierw coś zjedz, na pewno jesteś głodna.


Pamiętaj, że nie musisz bezbłędnie odgadywać potrzeb albo emocji drugiej osoby. Badania pokazują, że już sama próba okazania empatii  partnerowi, niekoniecznie prowadząca do adekwatnej oceny sytuacji może być dostrzeżona i doceniona.